
Pytanie
to dotyka jednego z bardziej dyskusyjnych problemów w psychoterapii od
dziesięcioleci: co ma być wymiernym wskaźnikiem powodzenia klienta podczas
trwania jego terapii? Czy zadaniem psychoterapeuty jest wpłynąć na realną
zmianę w codzienności klienta, czy jedynie dopomóc mu w możliwie pełnym zrozumieniu
swojego wnętrza? Od odpowiedzi zależy bardzo wiele, m.in. różnie „dobiera” się
klientów do terapii, techniki do klientów, różnie też konstruuje się badania
nad skutecznością psychoterapii.
Wielu
psychoterapeutów dzieli istniejące metody psychoterapii na te nastawione na
wgląd i uświadomienie oraz te nastawione na modyfikację funkcjonowania klienta.
Podział ten cokolwiek sztuczny i nierozłączny, ukazuje jednak sferę pewnych
wartości w psychoterapii.
Tradycyjnie
nakierowanie na wgląd i świadomość przypisuje się psychoanalizie i jej
najróżniejszym odmianom oraz psychoterapiom humanistycznym. Z nowszych podejść
przypuszczam, że także tu widzi siebie np. psychologia zorientowana na proces.
Z kolei nastawienie na zmianę w zachowaniu przypisuje się terapii
behawioralnej, ericksonowskiej i neurolingwistycznemu programowaniu. Tu także
umieściłbym hipnoterapię i biologicznie zorientowaną psychiatrię.
Czytelnik
może zwrócić uwagę, że wgląd (insight) nie jest całkiem tożsamy
ze świadomością (awareness). Wgląd jest rodzajem iluminacji,
zdobyciem wiedzy o własnych, nieuświadomionych dotąd mechanizmach. Pełny wgląd
zakłada zarówno silne przeżycie emocjonalne jak i umiejętność jego werbalizacji
oraz nadania mu znaczenia w sytuacjach poza psychoterapią. Zaś świadomość,
uświadamianie (wg Yontefa jedyny cel terapii Gestalt) jest rodzajem
doświadczania; jest pozostawaniem w kontakcie z wszystkimi ważnymi elementami pola
osoba – środowisko i angażuje sensorycznie, emocjonalnie, poznawczo i energetycznie.
Uświadamianie jest efektywne, jeśli osadzone jest w dominującej tu-i-teraz
potrzebie organizmu. Pojęcie wglądu bliższe jest psychoanalizie a
pojęcie świadomości psychoterapii humanistycznej. Często pojęcia te są
używane zamiennie.
Nie
sądzę bynajmniej, że psychoterapeuta NLP z urzędu lekceważy proces świadomości
klienta i wglądu a psychoanalityk - wolicjonalny wysiłek pacjenta zmierzający
do zmiany zachowania. Gdzie indziej leżą akcenty, inna jest metodologia
dochodzenia do celu, jakim ogólnie jest polepszenie samopoczucia klienta.
Uważam też za nieludzkie gloryfikowanie świadomości w sytuacji skrajnego
cierpienia człowieka: wtedy trzeba przede wszystkim nieść ulgę.
Oczekiwanie
samego klienta w tej sprawie zmienia się w czasie trwania psychoterapii. Z
początku często wiedzie go chęć zaprzestania cierpienia, związanego z jakimś
objawem. W zasadzie oczekuje wówczas, by psychoterapeuta potraktował go lub
przynajmniej jego problem – instrumentalnie. Z biegiem czasu klient nierzadko
zaciekawia się sobą i nabiera apetytu na podróż w siebie, nawet jeśli niełatwą,
to przynoszącą głębszy wgląd i akceptację siebie takiego, jakim siebie
doświadcza. Oczywiście nie chodzi o popadnięcie w drugą skrajność, jak w
dowcipie o moczeniu nocnym, którego bohater wprawdzie nie pozbył się przykrej
dolegliwości, jednak po psychoterapii w pełni ją rozumiał i akceptował.
Potrafię
sobie wyobrazić realną zmianę funkcjonowania klienta bez szczególnego wglądu.
Potrafię także myśleć o owocnej pracy w obrębie świadomości, którą klient
przeniesie do swojego życia. Psychoterapeuta jest wówczas tym, kto podprowadza
klienta do momentu ważnego uświadomienia, a rzeka zmian zaczyna płynąć sama.
Zdarza się także, że pomimo skoku w świadomości klient nie zmienia nic w swoim
życiu. Wtedy wystarczy czasem lekkie popchnięcie, zachęta do ryzyka. A czasem
klient potrzebuje jeszcze uświadomić sobie, dlaczego wnosi taki rozdział między
sesją w gabinecie a swoim światem poza nim.
Osobiście
bardziej wierzę w taką zmianę w życiu klienta, która wynika z jego rozwoju
świadomości, niż jest wynikiem techniki, przeprogramowania, przewarunkowania
itd. Jeśli wiem, jak coś zrobiłem, znajduje się to w sferze mojej kontroli i
mogę łatwiej zrobić to ponownie, stosować do różnych kontekstów. Akcent
położony na świadomość jest także aktem zaufania terapeuty do jego klienta.
Prawdziwe,
odkrywcze i poruszające poszerzenie własnej świadomości niełatwo zaprzepaścić,
ponieważ uświadomienie rodzi odpowiedzialność. Odpowiedzialność nie tylko w
sensie moralnym, co także sprawczym: coś mogę, coś w takim razie zależy ode
mnie. Jeśli coś ważnego o sobie odkryłem, np. w jaki sposób to ja przyczyniłem
się do rozpadu moich ważnych życiowych relacji, to trudno tę wiedzę zepchnąć z
powrotem w nieświadomość i nie narażać się jednocześnie na egzystencjalne
poczucie winy (dotyczące zdrady samego siebie). Z tego powodu, przypuszczam, że
prawdziwe uświadomienie z racji tej odpowiedzialności skłoni klienta do
przekucia swojego odkrycia na życie.
Trudno
mi zarazem wyobrazić sobie terapeutę, który nie cieszyłby się widokiem
rozległych, pozytywnych zmian w życiu jego klienta: trwałymi relacjami z
ludźmi, podejmowaniem nowych działań, miłością do rodziny, przyjemnością z
pracy itd. Co innego jednak życzyć tego klientowi, co innego wymagać. W tym
względzie psychoterapeuta jest jak „wystarczająco doby rodzic”, który wyposaża
dorastające dziecko w różne możliwości i pozostawia je do jego wyłącznej
dyspozycji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz